W poszukiwaniu grupy wsparcia

Autor: Mala Pachla

Aby być uczciwą przyznam, że do napisania tego posta zainspirował mnie facebook a w zasadzie profil pewnego pana, który często pisze i promuje to, co dzieje się w Beskidzie Niskim, gdzie mam zaszczyt mieszkać. Tym razem ów człowiek napisał o pewnej przypadłości, z którą się utożsamiam i mam wrażenie, że wielu z Was ma ten sam problem. Ową przypadłością jest uzależnienie od grzybobrania. Gdy pojawia się wysyp grzybów, człowiek zaczyna zachowywać się irracjonalnie. Osobiście potrafię być na grzybach nawet 3 razy dziennie. Nie… nie mam wcale tak dużo czasu. Tak… zaniedbuję w związku z tym wiele innych obowiązków. Nie… nie mam wyrzutów sumienia… Tak… lubię mój nałóg i nie … nie zamierzam z nim walczyć. Choć … fajnie byłoby znaleźć grupę wsparcia, która utwierdzi mnie w przekonaniu, że nałóg związany ze zbieraniem grzybów jest nałogiem wspaniałym, przynoszącym same korzyści… dodającym pracy, to fakt ale biorę to na klatę z wszelkimi za i przeciw.

Wchodzi człek do lasu i zaczyna wyostrzać wzrok. Zerka na lewo, na prawo. Szuka, niucha, węszy. Za nic ma się wszelkie chaszcze, pajęczyny, wzniesienia… Idzie się w jednym celu. Znaleźć, poczuć tę adrenalinę, która towarzyszy znalezieniu, dotknąć, sprawdzić czy robaczywy czy nie. Radość ze znalezienia kurek wielka ale ma się ona nijak do znalezienia prawdziwka czy czerwonego koźlaka. Rydze… no tych jest tutaj akurat pod dostatkiem ale jednak te pierwsze cieszą wcale nie mniej.

Idzie człek przez las i czas przestaje mieć znaczenie. „A może jeszcze tu skręcę, gdzie w zeszłym roku rósł ten wielki podgrzybek?” Wspina się człowiek po wzgórzach, idzie na oślep, drogę ma daleko za sobą, psy biegają szczęśliwe (tak psy i spacer dla nich to wielkie usprawiedliwienie dla uzależnionych od grzybobrania), więc człek dalej idzie…

A potem wraca, utrudzony, dotleniony, szczęśliwy. Koszyk pełen ale człowiek dalej się rozgląda i szuka i węszy. I mylą mu się liście z kapeluszami grzybów, albo surojadka udaje prawdziwka, albo po prostu nic tam nie ma ale on widzi coś… czego nie ma. Grzyby…

No i zbliżając się do domu dociera do człeka ta prawda, że teraz najbliższe godziny spędzi na przerabianiu, czyszczeniu, sortowaniu, krojeniu, gotowaniu. Słoiki trzeba wyparzyć. W piecu napalić i podsuszyć, a może sosik ugotować a może jajecznica na kurkach, a może grzybowa…

Tak, jestem uzależniona. Jestem uzależniona od dziecka. Wyssałam to uzależnienie z mlekiem matki. Otaczam się uzależnionymi ludźmi i niezwykle dobrze mi z moim uzależnieniem.

Mala Pachla
 - tak na prawdę ma na imię Marlena, ale pewne miłe, małe dziecko zmieniło jej kiedyś imię na Mala i tak już zostało. Tak więc Mala prowadzi gospodarstwo agroturystyczne “Nasza Polana” w Beskidzie Niskim. W długie zimowe wieczory dzierga dla nas wełniane czapy, szale i skarpety. Zna milion naturalnych sposobów na ludzkie bolączki i boleści, a że ciągle się rozwija, to niedługo chyba zostanie dyplomowaną czarownicą ;-)




Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów