Praca w domu z dziećmi

Dzisiaj nadaję do Was ja, Adriana. Jestem wirtualną asystentką i pomagam Kasi i Izie w paterns. Piszę teksty, zajmuję się publikacją postów na Facebooku i Instagramie, piszę dla Was newslettery. Plus zajmuję się różnymi innymi rzeczami, o które poproszą mnie dziewczyny.

W domu pracuję od mniej więcej pół roku, więc praca zdalna nie jest mi obca. Co się zmieniło podczas kwarantanny? Większa liczba domowników w domu podczas mojej pracy. A więc większy chaos.

Jak to było przed koronawirusem?

Mam dwójkę dzieci, 3-letnią córkę i rocznego syna. Zanim nastał czas kwarantanny, pracowałam w domu z synem. Córka w ciągu dnia spędzała czas w żłobku. Czasem w domu był mój mąż, który też prowadzi własną działalność. Część pracy wykonuje w terenie, część w domu. Forma naszej pracy sprawia, że możemy wymieniać się opieką nad synem i dosyć elastycznie manewrować swoim grafikiem. Po powrocie córki ze żłobka (ok. 15) był czas dla rodziny. Czasem siadałam do pracy wieczorem, ale zazwyczaj wyrabiałam się ze wszystkim podczas drzemek syna i tego czasu, kiedy spokojnie sam się bawił. Pracuję ok. 4h dziennie, a więc pół etatu.

Jak jest teraz? Poranki.

No cóż, trochę się zmieniło. Przede wszystkim w domu mam dwójkę dzieci, a nie jedno. Dzień zaczynamy ok. 7, robimy śniadanie. Ok. 7.30 siadam do pracy. Siadam? Pędzę. Często pracuję w piżamie. Szkoda mi czasu na ogarnięcie się, staram się wykorzystać każdą chwilę spokoju na pracę. 

Czasem jest wtedy w domu mój mąż i to on zajmuje się dziećmi. Ale zdarza się tak, że jedzie do pracy. Wtedy zajmuję się zadaniami, które nie wymagają absolutnego skupienia. Odpisuję na maile, ogarniam listę zadań na dany dzień, odpisuję na komentarze w mediach społecznościowych. To zadania, które mogę przerwać w każdej chwili. Na przykład wtedy, kiedy nastąpi prawdziwy dramat: syn pociągnie córkę za włosy, córka zabierze mu zabawkę. Albo wtedy, kiedy któreś dziecko musi się do mnie teraz, NATYCHMIAST, przytulić. Albo, kiedy muszę dokładnie w TYM MOMENCIE zobaczyć, jaką ogromną wieżę zbudowała córka.

Ok. 10 syn idzie na drzemkę. W idealnym świecie trwa ona 2 godziny. Córka ma w tym czasie czas na bajki, klocki lego albo malowanie (czasem powstanie wtedy arcydzieło, jak to na moim biurku). My mamy czas na pracę w ciszy i spokoju. To dla mnie najważniejszy czas. Wtedy piszę teksty, nie potrafię pisać w hałasie.

Po drzemce syna przebieram się i ogarniam, robimy obiad. Obiad musi spełniać jeden z dwóch warunków: albo przygotowanie trwa tyle, co ugotowanie makaronu (czyli jemy np. makaron z pesto), albo mogę ugotować gar na 3 dni i odgrzewać (fasolka po bretońsku, curry). Wspólnie jemy, ja mam przerwę od pracy.

Jak jest teraz? Popołudnie

Po obiedzie bywa różnie. Zazwyczaj korzystam z tego, że dzieci są najedzone i nie krzyczą, i siadam jeszcze do pracy. Staram się kończyć pracę ok. 15. Wychodzi to różnie. Bawimy się razem, lepimy z plasteliny, malujemy farbami, czytamy książki. Czasem dla rozrywki skoczę wyrzucić śmieci ubrana w najpiękniejszą sukienkę.

Ok. 17 zaczynam robić kolację. Do pomocy wkracza córka, która bardzo lubi pomagać w kuchni. Podczas kwarantanny gotuję więcej niż zwykle, bardzo mnie to relaksuje. To mój ulubiony czas, skupiam się na tym, żeby przygotować coś pysznego i jednocześnie spędzić czas z córką.

Po kolacji dzieci mają kumulację dobrego nastroju. Mam ok. godziny, żeby popracować, jeśli z czymś się nie wyrobiłam. Ale zazwyczaj wtedy się kąpię, sprzątamy po kolacji i przygotowujemy się do usypiania dzieci.

Jak jest teraz? Wieczór

W idealnym świecie dzieci są spacyfikowane o 20. Na wieczór zawsze mam plany podbicia świata: przeczytam pół książki, wezmę udział w bardzo merytorycznym webinarze, napiszę wspaniały artykuł na swój blog. Prawda jest taka, że zazwyczaj oglądamy z mężem odcinek serialu, potem czytam kilka stron książki i chwilę po 21 padam z nóg i idę spać. Jeśli mamy więcej energii, to gramy razem w karty, bardzo to lubimy.

Na kwarantannie najważniejsza jest dla mnie rutyna. Żyję z dnia na dzień, nie robię wielkich planów na przyszłość. Analizuję to, jak niewiele nam potrzeba do życia. Obiecuję sobie, że jak to wszystko się skończy, będę celebrować każdy spacer.

A jak Wy sobie radzicie? Jeśli chcecie, prześlijcie swoje historie na adres hello@paternsfamily.com. Chętnie opublikujemy je na blogu.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów