O spełnianiu własnych marzeń…

autor: Mala Pachla

Na początek będzie o spełnianiu własnych marzeń, a w zasadzie, o realizacji planów. Marzeniami bowiem, możemy sobie żyć w małej i przytulnej strefie swojej wyobraźni. Tam nikt nie zagląda. Tam możemy sobie rozmyślać o rzeczach i sprawach mniej lub bardziej realnych. To jest tylko nasze, i jeśli do końca życia pozostanie w tej strefie, to jest szansa, że nikt nigdy się o tym nie dowie. A szkoda!

W tak ważnej kwestii, jaką jest  marzenie, niezwykle istotną, a czasem nawet kluczową sprawą, jest głośno wypowiedziane słowo.  Wtedy ta myśl nabiera niezwykłej mocy. A już dialog z drugą osobą może nadać temu prawdziwą siłę sprawczą.

Tak było ze mną. Kilkanaście lat temu wydawało mi się, że moje życie jakby zatrzymało się. Niby żyłam intensywnie, miałam grono ludzi wokół siebie, pracę, czas wypełniony po brzegi, a jednak… jakaś pustka. Tak oto, pewnego dnia wracając z kina z koleżanką, wypowiedziałam zdanie, które mam wrażenie, że zmieniło moje życie, i dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem dziś. W krainie o jakiej… ha zgadnijcie! … tak, w krainie o jakiej zawsze marzyłam.

„Muszę wyprowadzić się z mojego mieszkania” – oznajmiłam nagle i odważnie. To było właśnie to zdanie. Jeszcze nie wiedziałam, jak tego dokonam, dokąd się wyprowadzę, czy będzie to daleko, czy blisko. Od lat czułam, gdzieś pod skórą, że otaczające mnie ściany warszawskiej kawalerki, są za mocno przesiąknięte toksynami zebranymi przez wszystkie lata mojego życia. To właśnie te niewidoczne, małe toksynki utrudniają mi życie i sprawiają, że nie jest ono takie, o jakim sobie po cichu marzyłam.

To nie było tak, że wyprowadzka nagle zmieniła mój świat. To nie stało się nagle i nie od razu, ale wierzę, że ciąg wydarzeń, który po tej decyzji nastąpił, wywrócił mi wszystko do góry nogami. Stało się to właśnie w taki sposób, o jaki mi chodziło. Okazało się, że kierunek, jaki obrałam, zwrócił mnie w stronę ludzi, dzięki którym zadziało się wiele ważnego. Ale sama decyzja  należała przecież do mnie      i staram się o tym nigdy nie zapominać.

Żeby te wywody poprzeć faktami to, śmiem twierdzić, iż wyprowadzka z domu na drugi koniec Warszawy, sprawiła, że  spotkałam na swojej drodze pewną Srokę, dzięki której pojechałam do Mongolii. Przy okazji przygotowań do podróży, poznałam pewnego niebieskookiego mężczyznę, który jest obecnie moim mężem. Wiele się jeszcze po drodze wydarzyło. Kulminacją wydarzeń po wypowiedzianym kiedyś zdaniu: „Muszę wyprowadzić się z mojego mieszkania”, jest niezaprzeczalnie fakt, że obecnie mieszkamy w górach. Czyli… ha! tak, tam, gdzie zawsze marzyło nam się zamieszkać. Prowadzimy z grubsza taki tryb życia, o jakim… zawsze marzyliśmy!

To wszystko oczywiście nie jest takie proste, jak się w tej historii wydaje. To nie ciąg szczęśliwych zdarzeń osadził mnie w miejscu, w jakim znajduję się obecnie.  To moja ciężka i uwaga… konsekwentna praca. Inaczej się raczej nie da. Ale wierzę, że nasze marzenia dlatego właśnie nazywamy marzeniami, żeby się przed sobą usprawiedliwiać z braku ich realizacji. Zacznijmy zatem   marzenia nazywać  po prostu planami. Jest plan, jest pole do działania. Nie ważne czy to ma być lot balonem, kupno biletu do Australii, czy też mały domek na wsi. Dziś wierzę, że wszystko jest realne. Banalne? Może i banalne, ale ile ten banał daje radości w życiu. O tym w następnej odsłonie.


Mala Pachla - tak na prawdę ma na imię Marlena, ale pewne miłe, małe dziecko zmieniło jej kiedyś imię na Mala i tak już zostało. Tak więc Mala prowadzi gospodarstwo agroturystyczne “Nasza Polana” w Beskidzie Niskim. W długie zimowe wieczory dzierga dla nas wełniane czapy, szale i skarpety. Zna milion naturalnych sposobów na ludzkie bolączki i boleści, a że ciągle się rozwija, to niedługo chyba zostanie dyplomowaną czarownicą ;-)



Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów